Trwa E3 2010, czyli jedne z dwóch największych targów growych na świecie. Wszystko, co najważniejsze na takiej imprezie, pokazywane jest na konferencjach gigantów branży. Pierwszym z tych olbrzymów, który wystąpił na mównicę, był Microsoft z ich Xboxem 360 oraz Natalem przemianowanym na Kinect (wiecie, jak Kinetic i Connect w jednym… że niby ruchowo łączy ludzi).
Poniżej znajdziecie dość długą relację z obrazkami i moim komentarzem (nierzadko sarkastycznym), a jeśli chcecie otrzymać jedynie najważniejsze informacje możecie przewinąć do końca i przeczytać samo podsumowanie. Dajcie znać w komentarzach jak Wam się podoba taka forma relacji.
Konferencja MS w skrócie: Metal Gear Solid: Rising wygląda świetnie, Xbox Live będzie wreszcie w Polsce (uwierzę jak się stanie), nowy model Xbox360 ma niezłe bebechy, a Kinect jest nieco rozczarowujące.
Konferencja rozpoczęła się od dość przydługiego pokazu, w którym jakiś gość grał sobie w Call of Duty: Black Ops.
Najpierw pobiegał nieco po dżungli i postrzelał, potem ukradł helikopter i, o dziwo, okazuje się, że można tym helikopterem polatać. Call of Duty raczej unikało sterowalnych pojazdów, więc jest to jakaś nowość. Sama gra wygląda solidnie, ale pokaz nie prezentował niczego poruszającego. Cóż, w końcu to CoD tworzony przez Treyarch (twórcy m.in. CoD: World at War), więc utrzymywanie oczekiwań na umiarkowanym poziomie wydaje się być rozsądnym rozwiązaniem. Zaraz po pokazie na scenie pojawił się Tom Cruise.
No dobra, tak naprawdę to jakiś ważniak z Microsoftu, którego nazwiska nie sprawdzałem, bo wiem, że i tak Was nie interesuje. Zapowiedział on, że znowu wszelkie dodatki do nowego Call of Duty będą najpierw dostępne na Xbox360. Nic nowego. Potem zaczęły się typowe dla takich konferencji przechwałki. Ach, jakimi to jesteśmy pionierami w elektronicznej rozrywce, jak trafiamy pod strzechy, jak tylko u nas można zagrać w najlepiej sprzedające się tytuły na świecie.
Potem wspomnieli przez moment o Kinect, czyli tym co jeszcze niedawno nazywane było Project Natal.
Są dwie warte uwagi informacje, które się tu pojawiły: Kinect ma pojawić się na rynku 4 listopada, a do tego Kinect i Xbox Live dostępne będą we wszystkich krajach, w których sprzedaje się Xboxy. Tak, to oficjalne potwierdzenie, że Xbox Live będzie wreszcie dostępny w Polsce. Cóż, uwierzę jak się stanie, ale podobno jednocześnie z konferencją polski oddział Microsoftu potwierdził to rozsyłając informację prasową, więc chyba czas zacząć mieć nadzieję. Ciekawe czy stworzą jakiś program przenoszenia kont zarejestrowanych na zagranicę do Polski.
Chwilę później na scenie pojawia się Hideo Kojima, czyli człowiek odpowiedzialny za całą serię Metal Gear Solid.
Jego angielski jest straszny, więc po kilku trudnych do zrozumienia zdaniach (i tak Cię kochamy, Hideo) zaprasza na scenę swojego kolegę z zespołu, aby mówił o Metal Gear Solid: Rising, które ma wyjść zarówno na Xbox360 jak i na PS3.
Jego umiejętności językowe okazały się niewiele lepsze, ale że pogadał tylko coś o przecinaniu i braniu – dało się go zrozumieć. Potem zaczął się mały pokaz. Najpierw cutscenka. Raiden rozcina jakiegoś z grubsza humanoidalnego robota.
A potem wyjmuje z niego jego świecące jelita. No, coś, co z grubsza wygląda jak jelita.
Potem je miażdży. Nic specjalnego.
Ale chwilę później jest dość krótki kawałek gameplayu, który mógłby sugerować, iż Rising będzie zwykłym chodzonym slasherem. Raiden kroi na kawałki żołnierzy (dosłownie – rozcina ich na kawałki), przecina filary budynku, który wali się na wrogów itd. I nagle gra pokazuje nam, że to rozcinanie nie jest takie jak w innych grach. Przeciwnicy nie są przecinani zawsze tak samo na zdefiniowane przez twórców kawałki. Raiden ucina wrogowi nogi, uruchamia się zwolnione tempo i widzimy okrąg, którym gracz określa kąt kolejnego cięcia, a sekundę potem ostrze rozcina już i tak poharatanego przeciwnika na kolejne kawałki.
Tak, Metal Gear Solid: Rising ma fizykę rozcinania ludzi oraz obiektów na kawałki oraz interfejs pozwalający tym precyzyjnie manipulować. Prezentację kończy żart: Raiden kroi leżącego na stole arbuza na coraz mniejsze kawałeczki używając tej mechaniki.
Wiecie co? To okazja, aby sprzedać ją na rynek casualowy. Wystarczy zapakować to w dołączoną minigrę i nazwać ją Metal Gear Solid: Watermelon Salad Maker.
Zobaczcie sami ten fragment prezentacji.
Za to uwielbiam gry Hideo Kojimy. Facet nie boi się eksperymentować i rewolucjonizować. Zrobienie z kolejnego MGSa slashera może wydawać się świętokradztwem, ale spójrzmy prawdzie w oczy – MGSy nigdy nie były grami czystymi gatunkowo. Moim zdaniem pokaz MGS:R był najciekawszym fragmentem całej konferencji Microsoftu. Trochę to zabawne zważywszy na fakt, że nie jest to gra na wyłączność, a multiplatformowy tytuł, który trafi też na PS3. Być może zrewolucjonizuje skostniały rynek slasherów.
Zaraz po tym mocnym uderzeniu na scenie pojawił się CliffyB, czyli człowiek z EPIC, odpowiedzialny za Gears of War.
Tak, ma na koszulce jednorożca i lubi piły montowane na karabinach. Pada kilka słów o Gears of War 3. Równie obowiązkowych, co zbędnych. Potem zaczyna się prezentacja.
Możemy tu zobaczyć dwie rzeczy, których za wiele nie widzieliśmy w poprzednich odsłonach. Do walecznych Trybików przyłączają się kobiety.
Trzecia strona konfliktu, przerobiona Szarańcza, jest bardziej zwierzęca i ma więcej macek od klasycznej. Atakuje skacząc, szarżując i rzucając samochodami w gracza. Oto przeciwnik, który wymaga mobilności, a nie chowania się za osłonami.
Pokaz był widowiskowy, a gra wygląda solidnie, ale czy ktokolwiek spodziewał się czegokolwiek innego po Gears of War 3? Nie ma zaskoczenia, nawet nie wiem czy to było specjalnie ciekawe. Tak jak czekałem na premierę przed pokazem tak samo czekam po.
Jedyną ciekawostką było to, że CliffyB na koniec wspomniał, iż wkrótce pokażą nowy tryb gry, który nazywać się będzie Beast. Niestety niczego więcej nie wyjawił.
Zaraz po GoW3 mogliśmy zobaczyć zwiastun kolejnej marki kojarzącej się z X360, czyli Fable, a konkretnie trzeciej odsłony. Zwiastun pokazywał wiele dynamicznych scen z dość patetyczną muzyką, co tworzyło całkiem epicki klimat. Zupełnie tego nie widać na poniższej, losowej klatce wyjętej z zajawki.
Zabawne, że gra, której połowa stylistyki zapożyczona jest z Simsów, ma tak epicki trailer. No cóż, to przecież fantasy. Tak czy inaczej – zajawka nie pokazała, podobnie jak przy GoW3, niczego, czego byśmy się nie spodziewali po tej grze. Data wydania Fable III na PC i Xbox360 to 26 października.
Kolejny pokaz był mocno zaskakujący. Tak zaskakujący, że nawet nie zdążyłem zapisać jakiegokolwiek obrazka z niego. Okazuje się, że Crytek (znany z Far Cry 1 oraz serii Crysis) robi na X360 grę o nazwie Codename Kingdoms. Na konferencji pokazano teaser z aktorami, którzy przebrani w stroje kojarzące się klimatem z 300 albo God of War stali na ponurym tle i wyglądali ponuro, a w tle patetyczny (i ponury) głos mówił patetyczne (i równie ponure) rzeczy, z których nic nie wynikało (poza odrobiną… ponurości?). Właściwie nie wiemy nic ani o gatunku tej gry, ani o jej wyglądzie, ale już sam fakt, że Crytek tworzy coś w takiej stylistyce jest mocno osobliwe.
Następnie swoje ostre zęby zaprezentował człowiek z Bungie, który tymi oto białymi ostrzami przegryza tętnice konkurencji od kilku lat.
Po paru słowach wstępu mieliśmy okazję zobaczyć nieco gameplayu z nadchodzącego Halo: Reach.
Stylistyka wydaje się odrobinę mroczniejsza, a grafika ładniejsza, ale tak naprawdę to nadal stare, dobre Halo.
Wciąż skaczemy i strzelamy, a przeciwnicy fruwają w powietrzu. Miłośnicy serii będą zachwyceni jak zawsze, przeciwnicy zwyczajowo pozostaną zniesmaczeni “stworkami, które strzelają kolorowymi kulkami”. W paru momentach widać drobniutkie zmiany. Na przykład zabicie jednego z Covenantów od tyłu ma całą animację pokazywaną z perspektywy trzeciej osoby. Wygląda to trochę jak Sam Fisher rozwalający nożem lub gołymi rękami przeciwnika. Dwa ciosy, dźgnięcie i kopniak. Widowiskowe, ale nic ponadto. Na końcu pokazu był też moment, w którym bohaterowie uczestniczyli w kosmicznej bitwie sterując statkiem kosmicznym i to była chyba największa nowość jeśli chodzi o rozgrywkę w uniwersum Halo. Niemniej po kilku sekundach tej sceny pokaz się zakończył, więc trudno powiedzieć coś więcej o tej części zabawy. Granie w ODST pokazało mi, że jestem już nieco znużony modelem zabawy oferowanej przez tę serię, ale na pewno Reach znajdzie wielu entuzjastów.
Po tym konferencja skręciła w stronę Kinect i w tym temacie została praktycznie do końca. Co nie znaczy, że nie warto jej było dalej oglądać, bo chwilami była dość zabawna.
Oto Project Natal… tzn. Kinect, zapewne gra słów mająca łączyć Kinetic z Connect. Rozbudowany EyeToy Microsoftu, który widzi przestrzeń dzięki dwóm sensorom głębi oraz kamerce dostrzegającej kolory. Spójrzmy na ostateczną wersję urządzenia.
Trzeba przyznać, że wygląda lepiej niż wstępne projekty, a do tego jest dość małe – krótsze niż dwa pady do X360. Być może nie jest to nowa informacja, ale wcześniej tego nie wiedziałem – otóż, nóżka Kinect ma silniczek, który pozwala urządzeniu obracać “główką”. Może, przykładowo, śledzić wychodzącego poza kadr człowieka.
Coś czuję, że X360 wodzący wzrokiem za przechadzającym się po mieszkaniu graczem może być nieco… przerażający?
Kolejna faza konferencji pokazała nam jak można obsługiwać konsolę bez użycia pada.
Logowanie się machaniem ręką przed kamerą? Wybieranie opcji w menu za pomocą ręki niczym w Raporcie Mniejszości? A co powiecie na kontrolę głosową? “Xbox, odtwarzaj muzykę” – mówił dokonujący prezentacji człowiek. Nareszcie ludzie nauczą się, że mówi się “eksboks”, a nie “iksboks”, bo konsola nie będzie reagować na to drugie.
Wygląda to ciekawie, ale mam wątpliwości czy będzie funkcjonalne. I czy nie będziemy się czuć głupio machając na powitanie do naszej konsoli i mówiąc do niej.
Kolejnym punktem pokazu było VideoKinect, czyli usługa pozwalająca na videochat przy użyciu konsoli, przy czym będzie można się przy jej użyciu łączyć także z osobami korzystającymi z Microsoftowego Messengera.
Szkoda tylko, że ta część pokazu prowadzona była przez dwie komunikujące się przy użyciu VideoKinect panie, których żarty były tak straszliwie suche, a aktorstwo tak sztuczne, że aż przykro było patrzeć. “Oh, jesteśmy takie wyluzowane” – zdawały się mówić sobą – “Takie żartobliwe i zabawne, że aż naturalne. To dlatego, że to jest coś dla zwykłych ludzi”. Meh.
Ciekawostką jest możliwość wspólnego oglądania filmu podczas prowadzenia videochatu. Tylko nie bardzo rozumiem czemu ktoś chciałby w ten sposób oglądać z kimś film…
Następna informacja była zapewne całkiem ważna dla użytkowników Xbox 360 w Stanach. Otóż X360 i ESPN połączyły siły, aby dostarczać poprzez konsole transmisje sportowych wydarzeń na żywo.
Dla nas ich sport jest raczej mało ważny, ale może niektórzy się tam cieszą. Usługa ma być dostępna za darmo dla wszystkich posiadaczy wykupionego konta Xbox Live Gold.
…czyli wcale nie za darmo.
Następnie na scenie pojawia się ten gość.
BAM! Pamiętacie go? W zeszłym roku na E3 pokazywał Natala i to, jak można zobaczyć podeszwę buta avatara. BAM! Tak krzyknął i machnął nogą, a jego avatar dostał konwulsji. BAM! Wpadka technologiczna.
Dlatego teraz tylko mówi o Kinect, a technologią bawić się będzie mała dziewczynka, która nie mówi BAM.
Oto produkt o nazwie Kinectimals. Tak naprawdę to podróbka EyePeta, ale zamiast rozszerzonej rzeczywistości i nakładania obrazu zwierzaka na obraz z kamery gra pokazuje zwierzę (tutaj tygrysa) na ekranie i można się z nim bawić wyciągając ręce do Kinecta.
Och, Ty kudłaty, Ty. Dziewczynka chowa się za czymś, zwierzak jej szuka. Ona każe mu przynieść skakankę, a potem kręci ręką i tygrys skacze. Wygląda to uciesznie, zwierzę jest animowane świetnie. Wiadomo, że to zabawka dla dzieci, ale do mnie przemawia chyba bardziej od EyePeta. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Kolejna prezentacja to bezczelna podróbka Wii Sports o nazwie… Kinect Sports. Ależ oryginalnie.
Prezentowany jest dwuosobowy bieg przez płotki. Właśnie w tym momencie najbardziej widać, że Microsoft bał się wpadek technologicznych i ewidentnie bieg jest nagrany, a aktorzy jedynie udają, że grają.
Robi to trochę słabe wrażenie. Jesteśmy ledwie kilka miesięcy od premiery Kinect, a MS nie ufa technologii na tyle, aby pokazać ją w akcji. Zamiast tego pokazują ludzi, którzy drepczą w miejscu i avatarki biegnące według swojego planu.
Nieco później możemy obejrzeć Joy Ride, czyli głównego konkurenta wydanego na PS3 ModNation Racers. Tutaj oczywiście JR jest w wersji sterowanej Kinectem. Jakaś pani trzyma ręce jakby trzymała kierownicę i strasznie się podnieca machając nimi w powietrzu oraz wykrzykując co chwila co robi. “Zebrałam monety!”, “A teraz ostry zakręt!”.
Jeśli Kinect tak ogłupia ludzi to ja boję się mieć z nim kontakt. Trudno określić czy tutaj ta pani faktycznie gra, czy może znowu jest to pokaz pre-renderowany. Ona zachowuje się tak strasznie głupio, że aż nie chce mi się wierzyć, iż nie wjeżdża co chwila w ściany samochodzikiem.
Podobne trudności ze stwierdzeniem czy gracze faktycznie grają miałem patrząc na prezentację kolejnego tytułu – Kinect Adventures. To typowa casualówka, w której trzeba robić różne pozy, aby pozbierać żetony i uniknąć przeszkód jadąc na jakiejś platformie przez dżunglę.
Są tam też inne minigry, np. spływ pontonem, którym można sterować przechylając się i podskakiwać. Wskakiwanie na chmurkę i ślizganie się po niej połączone ze zbieraniem umieszczonych tam monet jest dziwne.
Gra, jak na casualówkę, wygląda całkiem przyzwoicie. Wiadomo, nie jest to to, na co czeka większość czytających gra-nat graczy, ale w swojej kategorii może być porządną zabawką, która oferuje niebrzydką grafikę i zwarty zestaw powodów do robienia dziwnych póz.
Potem na scenę wkroczył Ubisoft ze swoim Your Shape – Fitness Evolved. Pokaz rozpoczęli od filmiku promocyjnego, na którym ludzie biegają po latających w powietrzu pasach drogowych i rozwalają atakujące ich kawałki asfaltu zamieniając je ciosami w kolorową farbę. Głupie? Ale jakże efektowne. Widać tu budżet.
No, być może na powyższym obrazku z nadlatującym asfaltem go nie widać, ale reklamówka była naprawdę przyzwoicie zrealizowana i nie mówiła o grze prawie nic.
Po obejrzeniu ekranu tytułowego przed Kinectem stanęła wysportowana kobieta. Warto zaznaczyć, że to pierwszy pokaz, który faktycznie i bez wątpienia pokazywał działanie technologii w czasie rzeczywistym, a nie w postaci prerenderowanego filmu, przy którym aktorzy udawali, iż grają.
Oto Your Shape. Twój Kształt. Tak, jesteś tym rozlanym, przelewającym się czymś. Oto jak Kinect widzi gracza i dokładnie w ten sposób produkt Ubisoftu prezentuje sylwetkę grającego. Czemu nie jest zastąpiony jakimś ludzkim modelem? Nie wiem, może po to by uniknąć “wściekłych (BAM!) drgawek”? To co widzimy to nieprzetworzony obraz widziany przez kamerę i sensory 3D. Gdyby aplikacja miała rozpoznawać co jest nogą, co ręką, a co głową – mogłyby wystąpić jakieś błędy, a tak jest prościej.
Zabawa z Your Shape: FE polega na wykonywaniu różnych ćwiczeń pod okiem wirtualnego trenera (który ma swój ludzki model). Należy wykonywać różne pozy, uderzać wirtualne obiekty itd. Klasyka EyeToyowego fitnessu. Gra oczywiście interpretuje pozę gracza, aby sprawdzić czy dobrze wykonuje ćwiczenia, ale interpretacja ta nie jest ciągła i nie ma wpływu na animację jakiegoś modelu, więc trudno jest zauważyć przekłamania. Trudno, ale nie jest to niemożliwe. Nawet podczas pokazu, kiedy gra zaznaczała zielonymi liniami pozę nóg, linie te przez moment mignęły ukazując całkiem nieprawidłową interpretację położenia kończyn gracza. Można też zauważyć wyraźne opóźnienie w odwzorowaniu działań grającego, co może być dość istotne w wielu grach.
Oznacza to, że Kinect wciąż ma problemy z ciągłym odczytem pozy grającego. Prawdopodobnie nie będzie to przeszkadzało przy zabawie z takimi tytułami jak YS:FE, ale ten brak precyzji raczej uniemożliwi wykorzystanie technologii w grach dla hardcore’owego gracza. Niestety tego się obawiałem.
Kolejny pokaz prezentował Dance Central – grę taneczną autorstwa Harmonix, czyli developera, który stworzył pierwsze Guitar Hero, a potem wykreował też markę Rock Band. Tytuł ten ma polegać na rytmicznym wykonywaniu kolejnych póz zgodnie z tym co pokazuje gra. Rozbudowane Dance Dance Revolution, które ocenia ruch całego ciała, a nie tylko ustawienie stóp na macie.
Prawdę mówiąc wygląda to dość dobrze i jeśli tylko technologia będzie wystarczająco precyzyjna, aby nie irytować grającego nieuznawaniem prawidłowo wykonanych ruchów, to możemy dostać całkiem niezły produkt.
Niemniej bardzo rozbawiła mnie dalsza część prezentacji, w której na scenie, zamiast profesjonalnych tancerzy, pojawił się najbardziej nerdowaty pracownik Harmonix jakiego mieli pod ręką. Naprawdę, poziom jego nerdowości był porażający. Parę chwil później osobnik ten zaczął tańczyć. Całkiem przyzwoicie.
Komunikat był jasny: patrzcie jaki nerd tańczy! Skoro on może to każdy może!
To było dość zabawne. Ach ten maksymalnie stereotypowy marketing, jakże cudownie krzywdzący dla każdej grupy społecznej, której dotknie.
Po prezentacji Dance Central otrzymaliśmy nieco informacji ogólnych na temat Kinect. W dniu premiery, czyli 4 listopada, na rynku dostępne będzie 15 gier obsługujących tę technologię.
LucasArts zaprezentowało wstępną koncepcję nadchodzącej gry osadzonej w uniwersum Star Wars. Poznajcie Jedi, który stoi w miejscu i wymachuje mieczem świetlnym (kierowane Kinect), a po wybiciu przeciwników podlatuje kawałek do przodu i walczy z kolejną falą szturmowców.
Grafika jest w tym tworze bardzo prosta, rozgrywka niezbyt ciekawa, ale to chyba dość wczesny koncept, więc czepianie się go na tym etapie wydaje się czynnością zbliżoną do kopania noworodka. Nie jestem miłośnikiem maltretowania kogokolwiek, a już w szczególności ludzkich larw, więc powstrzymam się od zbytniej krytyki. Muszę jednak nadmienić, że gra wygląda na dość prosty, prawie casualowy tytuł, w którym nie możemy się samodzielnie przemieszczać, a jedynie wykonujemy ruchy rękoma, aby poradzić sobie w określonej sytuacji. Może wyjść z tego zabawny, ale raczej dość płytki, produkt.
Ostatnią grą prezentowaną na konferencji Microsoftu był produkt o nazwie kodowej Forza Kinect, który ma mieć premierę w 2011 roku. Jest to oczywiście nowa odsłona znanej już marki dość realistycznych gier samochodowych. Nazwa kodowa wskazuje na to, że w tę Forzę będzie można grać bez użycia kontrolera trzymanego w rękach.
Nie jestem do końca przekonany czy kręcenie pustymi rękami w powietrzu jest tym, o czym marzą miłośnicy samochodówek. Na pewno fajnym pomysłem jest możliwość rozglądania się przy użyciu ruchów głowy. Jeśli gra umożliwi też granie kierownicą w połączeniu z rozglądaniem się Kinectem, to sam Kinect może być fajnym (i mało znaczącym) dodatkiem do nowej Forzy.
Dodatkowym smaczkiem jest możliwość chodzenia dookoła samochodu i oglądania go, wsiadania i rozglądania się po kokpicie – wszystko przy użyciu Kinecta. Fajny pomysł, ale też jakoś nie wyobrażam sobie, aby to mogło naprawdę sprzedawać ten tytuł.
Na koniec Microsoft zostawił największą bombę. Szkoda tylko, że wszyscy się tego spodziewali, a jakieś zagraniczne reklamy pojawiły się w sieci za wcześnie i niespodzianka została zepsuta. Xbox360 przeszedł lifting, został zmniejszony i wygląda teraz tak:
Mam mocno mieszane uczucia prawdę mówiąc. Głównie jeśli chodzi o wygląd. No i zobaczcie jak na nas patrzy z góry, z wyższością. Bezczelny Xbox360.
Niezależnie jednak od tego czy komuś podoba się takie połamane pudełko i srebrny przycisk – jego największą wadą jest błyszcząca obudowa w kolorze czarnym. Jako posiadacz starego PS3 FAT mówię takim patentom zdecydowane nie. Spróbujcie pozbyć się kurzu z takiej powierzchni. Pojawia się już po 10 minutach od wyczyszczenia.
Niemniej technologicznie nowy Xbox 360 zapowiada się naprawdę świetnie. Dysk 250GB, wbudowana bezprzewodowa karta WiFi (te cholerne adaptery to nie było dobre rozwiązanie – na szczęście MS podpatrzył u Sony co trzeba), 5 (zamiast 3) portów USB, które docenią ludzie grający w gry pokroju Rock Band oraz dotykowe przyciski z przodu obudowy i, oczywiście, HDMI.
Niemniej jest jeszcze coś innego, co cieszy. Podobno nowy model X360 jest cichutki (informacja niepotwierdzona). Miejmy tylko nadzieję, że jest też mniej awaryjny od starszych modeli, bo trochę obawiam się tych nowych sprzętów MS, które nie zostały jeszcze przetestowane przez rynek.
Kiedy będzie to można kupić? Cóż, w USA – już teraz. W Europie 16 lipca. Oto następny znak, że kolejna generacja konsol jest jeszcze daleko skoro Microsoft jedynie odświeża swojego Xboxa360.
Podsumowanie
Konferencja Microsoftu raczej nie powaliła, nie było na niej tak mocnych akcentów jak ujawnienie Natala (dziś już Kinect) rok temu. Niemniej było kilka jasnych momentów. Praktycznie wszystkie pokazane gry były dokładnie takie jak się spodziewaliśmy. Call of Duty: Black Ops jest typowym CoDem, Fable 3 wygląda jak poprzednicy, Halo: Reach nie zaskakuje, a Gears of War 3 będzie równie mocne jak każdy GoW i chyba nikt nie musiał oglądać gameplayu, aby to wiedzieć. Dobrze się patrzyło, ale prezentacje nijak nie wpłynęły na moje nastawienie do tych gier.
Jedynym wyjątkiem był pokaz Metal Gear Solid: Rising, który zapowiada się na najbardziej innowacyjny slasher od dawna, w którym możemy dowolnie kroić na kawałki obiekty i przeciwników. Na gry Kojimy warto czekać, a po tym pokazie wiem już dlaczego ta zasada dotyczy także MGS:R. Warto jednak pamiętać, że najciekawsza prezentacja gry na konferencji Microsoftu dotyczyła tytułu multiplatformowego, który wychodzi także na PS3.
Zawodzą prezentacje ruchowego Kinect. Zawodzą, bo dostarczają kolejnych powodów, aby sądzić, że będzie to zabawka jedynie do gier typu casual. Całość nie wygląda źle, ale Microsoft unika pokazywania faktycznego działania sprzętu, ogranicza się jedynie do aktorów udających granie i pre-renderowanej rozgrywki. Niezbyt dobrze świadczy to o technologii jeśli MS nie ufa jej na tyle, aby pokazywać jej działanie na żywo. W paru momentach odstępują od tej zasady (głównie podczas pokazywania fitnessowej gry Ubisoftu) i wtedy widać brak precyzji oraz wyraźne opóźnienia w reakcji na działania gracza. Jeśli tak będzie w chwili premiery to nie mamy co liczyć na jakiekolwiek zastosowanie tego urządzenia w grach dla hardcore’owców. Teoretycznie zaprzecza temu prezentacja nowej Forzy, ale mam wątpliwości czy zostanie to dobrze przyjęte.
Ale nie można mieć złudzeń. Kinect sprzeda się świetnie, jest na to skazane. Tak samo jak Wii, które kupowało wielu nie-graczy. Rzecz w tym, że my, hardcore’owcy, nie znajdziemy tu za wiele dla siebie.
Niezłym zwieńczeniem konferencji była prezentacja nowej wersji Xboxa360, która nie każdemu spodoba się wizualnie, ale mniejsze gabaryty, 250GB dysk, wbudowane WiFi, a także (podobno) cichsze chłodzenie są niewątpliwymi zaletami. Oby tylko nie było zbyt awaryjne.
PS. Info o wbudowanym do wnętrza X360 zasilaczu okazało się nieprawdziwe. Poprawiłem to w tekście.























































Opublikowane w
Tagi: 

“Ciekawostką jest możliwość wspólnego oglądania filmu podczas prowadzenia videochatu. Tylko nie bardzo rozumiem czemu ktoś chciałby w ten sposób oglądać z kimś film…”
A dla mnie to fajne. Jak z kimś gadam to lubię mieć świadomość, że widzę to samo co on.
Zasilacz w nowej konsoli niestety dalej jest “tym szarym pudlem”. Troche mniejszym i lzejszym ale jednak dalej nie wbudowanym. Zmieniony zostal wtyk zasilajacy przez co mozna pomyslec ze wbudowali to cholerstwo, no ale…
Wolałbyś wbudowany? Przegrzewające, psujące się białe pudło?
Wolalbym konsole skonstruowaną tak aby po wsadzeniu w nia zasilacza dzialala tak jak powinna
Biorac pod uwage fakt, ze z kazda “generacja” X360 zapotrzebowanie na energie sie zmniejsza, przez co zmniejsza sie same wydalanie ciepla, nie jest to jakies wybitnie trudne zadanie. Mozna zrozumiec takie postepowanie gdy w poprzednich wersjach zmienial sie tylko pobor mocy lecz teraz kiedy zasilacz jest mniej wiecej o polowe mniejszy, a sama konsola ma wielgachny grill na obudowie takie zachowanie jest conajmniej dziwne. Niby mozna to tlumaczyc faktem, ze rowniez konsola jest mniejsza ale wolalbym aby pozostali przy chociazby tych samych wymiarach ale wsadzili do srodka zasilacz i mysle ze sporo graczy jest tego samego zdania
Zgrabny tekścik, na pewno o wiele jaśniejszy od tego twitterowego stereo bełkotu Quaz-Kikas. :0
Będziesz tak opisywał każdą konferencję z E3? Mam nadzieję, że tak.
Kot: bo fajniej jest z kimś oglądać na kanapie.
@pep: dzięki za info o zasilaczu, poprawiłem w tekście.
@Spell: nie dam rady wszystkich, ale drużynowo powinno się udać. Des ma napisać relację z konferencji Nintendo, Sony chyba opisze Kot, a Ubi oraz EA będą opisane grupowo (EA będzie jeszcze dziś na pewno).
“Zgrabny tekścik, na pewno o wiele jaśniejszy od tego twitterowego stereo bełkotu Quaz-Kikas. :0″
Jakbyś jeszcze mnie miał :f
“Kot: bo fajniej jest z kimś oglądać na kanapie.”
Jak ten ktoś jest w innym mieście/kraju?
Siemasz szefie quaz
Jeszcze nie czytałem ale już piszę – napewno wolałbym w formie granatofonu – bo to w kolejce można sobie posłuchać i autobusie… i uczyć do sesji przy tym
Pewnie zdradzę zbyt wiele, ale planujemy nagrać Granatofon o E3.
Widziałem wczoraj jakąś powtórkę na YT – o Gears of War 3 było jakieś dwadzieścia minut materiału, dużo mówili o tym nowym trybie (możliwość grania “bestiami” Locust – Tickerami, Kantusami, Berserkerami… you name it) jak i o nowych bajerach w samej rozgrywce. Z twojego opisu wynika, że nic takiego nie było… ja już sam nie wiem. ;p
@misza: na konferencji Microsoftu nie było. Prawdopodobnie oglądałeś jakiś oddzielny pokaz Gears of War 3.
“Jest to oczywiście nowa odsłona znanej już marki dość realistycznych gier samochodowych.”
A właśnie, że nie! Bo będzie to w zasadzie dodatek do FM3